Szabad Népmisszió

Jézus Krisztus tegnap és ma és mindörökké ugyanaz (Zsid.13:8)

nyelv :

Odsłonięcie Boga - (The Unveiling of God) - wygłoszone w Jeffersonville, 14 czerwca 1964 / William Branham

nyelv : lengyel nyelv

1. 1

Tartalom
  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4



Stójmy jeszcze przez moment, skłaniając nasze głowy do modlitwy.
Nasz łaskawy Panie, jesteśmy naprawdę bardzo wdzięczni za przywilej, że przed przyjściem Pana mogliśmy zgromadzić się dziś tutaj na ziemi. Niechbyśmy sprawdzili nasze serca na podstawie Twojego Słowa, byśmy poznali, czy stoimy we wierze, tak byśmy byli gotowi w godzinie, gdy On się zjawi, a także, jak przepowiedziało Pismo, byśmy zostali zabrani w górę razem z tymi, którzy już zasnęli, by spotkać Pana na powietrzu, a potem na zawsze być z Nim.
Dziękujemy Ci za prawdziwego, chrześcijańskiego Ducha, który wciąż jeszcze działa wsród ludzi na ziemi, tak iż wierzą Tobie i Twojemu Słowu. Prosimy, byś wylał dziś Twoje błogosławieństwo na każdego z nas, tak jak tego potrzebujemy. Nawodnij nas Słowem, byśmy stali się użytecznymi narzędziami w Twej dłoni. Narzędziami na te dni ostateczne. Prosimy o to w imieniu Pana Jezusa Chrystusa, naszego wielkiego Pasterza, na którego zjawienie się czekamy. Amen.
Możecie usiąść. Chciałbym powiedzieć, że uważam to za wielki przywilej, iż mogę być znowu tutaj dziś rano. Przykro mi, że nie mamy wystarczającej ilości miejsc siedzących. Chcemy spróbować modlić się za chorych dziś wieczorem. Dziś rano jest to zbyt trudne.
Chciałbym, by to poselstwo, które Pan położył na moje serce przed miesiącem czy też dwoma, zostało nagrane na taśmy. Ono jest długie, a ja nie mam czasu wygłaszać je w zgromadzeniach gdzieś indziej, ponieważ otrzymuję zwykle 30-40 minut na głoszenie. Także z powodu ludzi, którzy muszą pracować, uważałem, że będzie lepiej, gdy moje poselstwa będą krótsze. Podczas kampanii nie było dość czasu, by je nagrywać, dlatego też byłem zdania, że lepiej poczekać, aż znowu tu będę, i wtedy tutaj je nagrać. Ono jest dosyć długie, a wiem, że wielu stoi, dlatego będę się spieszyć, jak tylko potrafię. Nie będzie mi przeszkadzać, jeśli będziecie się zmieniać miejscami, wprost przeciwnie, uważam, iż to zupełnie w porządku, bo jest to szczególny dzień, ponieważ chcemy to nagrać.
Mamy wspaniałe sprawozdania z tego, co Pan uczynił na polu misyjnym, ale wysłuchamy ich prawdopodobnie dopiero dziś wieczorem, gdy będziemy mieć więcej czasu.
Ufamy, że Pan pobłogosławi każdego pojedynczego z was. Wiem, że wasze serca są pełne radości, ponieważ wypatrujecie przyjścia Pana. Także moje serce jest poruszone, gdy widzę, co się dzieje, gdy widzę waśnie między narodami i stan, w jakim znajduje się zbór. Rozpoznaję znaki Jego przyjścia, zarówno te naturalne, jak i te duchowe, i wiem, że On zjawi się już wkrótce. Nasze serca napełniają się radością, wiedząc, że wkrótce zostaniemy przemienieni i zostawimy za sobą to stworzenie, którym teraz jesteśmy.
Myślę, że mamy włączoną konferencję telefoniczną, tak że to poselstwo dociera przez telefon także do Phoenix w Arizonie i do innych części kraju. Tak mi powiedziano, zanim tu wszedłem. Mamy nadzieję, że wszyscy ludzie cieszą się naprawdę dobrym zdrowiem i spoczywa na nich chwała Pana.
Teraz otworzymy Słowo Pana. Jesteśmy tu wszyscy przecież po to, by dać się pocieszyć i pozwolić napomnieć. Nie ma tu chyba nikogo, kto siedzi w tym upale po to, by tylko tu być. Jesteśmy tu w jednym celu, a mianowicie by jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga. Wszystko, co możemy zrobić, to wierzyć, że jest z nami Pan Jezus, a jesteśmy tutaj po to, by jeszcze bardziej Go naśladować.
Ten skwar daje mi się trochę we znaki. Jestem przyzwyczajony do suchego upału tam w Tucson. Tutaj jest większa wilgotność powietrza. U nas jest wprawdzie o wiele goręcej, ale jest sucho. Mamy bardzo małą wilgotność powietrza. Jest prawie tak, jak gdyby żyło się pod namiotem tlenowym. Z powodu wysokiej wilgotności powietrza człowiek czuje się tutaj jak w wyżymaczce. Tak zawsze to nazywaliśmy. Wiem, że doskwiera to i wam, matkom z małymi dziećmi, i tym, którzy muszą stać, młodym i starym, gdy wielu ludzi jest tak ściśniętych. Mamy nadzieję, że Bóg wynagrodzi was odpowiednio za tę ofiarę.
O ile zrozumiałem, jest gdzieś tutaj brat Roy Borders. Słyszałem, jak był wywoływany, ale widocznie nie mógł wejść. To on zaaranżował te zgromadzenia.
Chcielibyśmy ogłosić, iż odszedł jeden z nas, by być u Pana. To brat Jackson z Sturgis, Michigan. Nikt nic dokładnie o tym nie wie. Czuł się dobrze i nagle znaleziono go martwego. Myślę, że tak to było. Nie znam jeszcze szczegółów. Jednak jesteśmy Bogu wdzięczni, że brat Jackson był wierzący. Nie widziałem go kilka lat, ale on przyjeżdżał tutaj i był jednym z nas. Niech Bóg daruje pokój jego dzielnej duszy. Nawet jeśli musiał rozstać się z tym światem w taki sposób, wierzymy mimo to, że nadszedł jego czas. Pan nie zapowiedział tego ani nam, ani jemu. On po prostu odszedł. Tak było zapewne. Zadzwonię do jego żony, skoro tylko będę mógł, i przekażę jej wyrazy współczucia od nas wszystkich. Wszyscy chciejmy podziękować Bogu za jego dzielne życie chrześcijanina i za to, co znaczył dla swojego bliźniego tutaj na ziemi, a szczególnie dla nas w tym lokalnym zborze.
Na dzisiejszy wieczór zapowiedziałem zgromadzenie uzdrowieniowe i będę mówił potem o modlitwie za chorych, teraz jednak zwrócimy się niezwłocznie do Słowa, ponieważ pomieszczenie jest przepełnione i jest tu gorąco. Przeczytam dwa dłuższe miejsca Pisma, które posłużą mi za podstawę do tego, co chcę powiedzieć.
Chciałbym, by brat Sothman nie wysyłał na razie tej kasety, bo chciałbym ją najpierw przesłuchać, zanim zostanie udostępniona publiczności.
Podstawą mojego kazania będzie Fil. 2, 1-8 i 2. Kor. 3, 6- 4, 3. Chciałbym to przeczytać. Zaczniemy od Fil. 2.
Pomódlmy się, zanim będziemy czytać.
Panie Jezu, Twoje Słowo jest prawdą. W tym złym czasie, kiedy kraj powstaje przeciwko krajowi, kiedy szaleją zarazy i na wielu miejscach trzęsie się ziemia, a ludzkie serca zawodzą z trwogi, widzimy napis na ścianie. To dzieje się w naturalnym zakresie i świat powinien to rozpoznać. Jednak istnieje też zakres duchowy i widzimy te potężne, dziejące się tam wydarzenia. Właśnie o tym chcielibyśmy mówić dziś wieczorem.
Pobłogosław Swe Słowo w naszych sercach. Wiemy, że ani w niebie, ani na ziemi nie było człowieka, który byłby godzien wziąć księgę i zerwać jej pieczęcie, by w nią wejrzeć. Lecz wtedy zjawił się Baranek, który wyglądał, jak gdyby właśnie co został zabity. Poszedł wziął księgę, ponieważ był godzien i był w stanie ją otworzyć. O Boży Baranku, otwórz naszym sercom dziś wieczorem Swoje Słowo, by było dla nas pociechą. Jesteśmy Twoimi sługami. Przebacz nam nasze grzechy, Panie. Zabierz wszystko, co może przeszkodzić Słowu wywrzeć wpływ na nasze życie i przejawić w nim swą wielką moc. Usuń każdą przeszkodę, Panie, byśmy mieli pełny dostęp do wszystkich błogosławieństw, które są nam obiecane przez Twoje Słowo. Prosimy o to w imieniu Jezusa. Amen.
Filipian 2, 1-8:
„Jeśli więc w Chrystusie jest jakaś zachęta, jakaś pociecha miłości, jakaś wspólnota Ducha, jakieś współczucie i zmiłowanie, dopełnijcie radości mojej i bądźcie jednej myśli, mając tę samą miłość, zgodni, ożywieni jednomyślnością. I nie czyńcie nic z kłótliwości ani przez wzgląd na próżną chwałę, lecz w pokorze uważajcie jedni drugich za wyższych od siebie. Niechaj każdy baczy nie tylko na to, co jego, lecz i na to, co cudze.
Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie, który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej”.
Teraz przejdźmy do 2. Kor., do 3. rozdziału. Zaczniemy od 6. wiersza i będziemy czytać aż do 18., a potem jeszcze część rozdziału 4.
„Który też uzdolnił nas, abyśmy byli sługami nowego przymierza, nie litery, lecz ducha, bo litera zabija, duch zaś ożywia. Jeśli tedy służba śmierci, wyryta literami na tablicach kamiennych taką miała chwałę, że synowie izraelscy nie mogli patrzeć na oblicze Mojżesza z powodu przemijającej wszak jasności oblicza jego, czy nie daleko więcej chwały mieć będzie służba ducha? Jeśli bowiem służba potępienia ma chwałę, daleko więcej obfituje w chwałę służba sprawiedliwości. Albowiem to, co niegdyś miało chwałę, teraz nie ma chwały z powodu chwały, która tamtą przewyższa. Jeśli bowiem chwałę miało to, co przemija, daleko więcej jaśnieje w chwale to, co trwa.
Mając więc taką nadzieję, bardzo śmiało sobie poczynamy, a nie tak, jak Mojżesz, który kładł zasłonę na oblicze swoje, aby synowie izraelscy nie patrzyli na koniec tego, co miało ustać.
Lecz umysły ich otępiały. Albowiem aż do dnia dzisiejszego przy czytaniu starego przymierza ta sama zasłona pozostaje nie odsłonięta, gdyż w Chrystusie zostaje ona usunięta. Tak jest aż po dzień dzisiejszy, ilekroć czyta się Mojżesza, zasłona leży na ich sercu; lecz gdy się do Pana nawrócą, zasłona zostaje zdjęta.
A Pan jest Duchem; gdzie zaś Duch Pański, tam wolność. My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem.
Dlatego, mając tę służbę, która nam została poruczona z miłosierdzia, nie upadamy na duchu, lecz wyrzekliśmy się tego, co ludzie wstydliwie ukrywają, i nie postępujemy przebiegle ani nie fałszujemy Słowa Bożego, ale przez składanie dowodu prawdy polecamy siebie samych sumieniu wszystkich ludzi przed Bogiem. A jeśli nawet ewangelia nasza jest zasłonięta, zasłonięta jest dla tych, którzy giną”.
Niechby Pan darował Swe błogosławieństwo do czytania Jego Słowa.
Ufam, że Bóg objawi wam to, co chcę wam przekazać dziś wieczorem. Mam nadzieję i ufam, iż każdy z was, kiedy tylko weźmiecie te kasety i będziecie je słuchać, będzie posiadał duchowe zrozumienie tego, co Bóg stara się przekazać Swemu zborowi, choć nie jest to wypowiadane wprost. Czasami musimy mówić rzeczy tak, by nastąpiła selekcja, tak iż niektórzy zostaną może skłonieni do odejścia, a inni do przemyślenia sprawy. Lecz to dzieje się w pewnym celu. Musi tak być. Ktoś teraz powie:
– Myślisz, że Bóg czyni coś takiego umyślnie?
Na pewno. On to czynił i czyni wciąż jeszcze. Pewnego dnia, gdy były wokół niego tysiące, powiedział:
– „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie” (Jan 6, 53).
Jak myślicie, co powiedziałby na taką wypowiedź człowieka z taką służbą, jaką miał On, lekarz, pielęgniarka lub dystyngowana, intelektualna osoba? Powiedziałby:
– Jeść Jego ciało? To kanibalizm! Pić ludzką krew? To robi wampir! On chce zrobić z was kanibali i krwiopijców!
I wszyscy słuchacze odwrócili się od Niego.
Istniała społeczność 70 kaznodziejów, których On wybrał i którzy Go naśladowali. On zwrócił się do nich i rzekł:
– „Cóż dopiero, gdy ujrzycie Syna Człowieczego, wstępującego tam, gdzie był pierwej?” (w. 62).
On tego nie wyjaśnił, to uczynił później Paweł. On to tylko powiedział.
Bez wątpienia ci mężowie powiedzieli:
– Chwileczkę! Jedliśmy z Nim, łowiliśmy z Nim, spaliśmy przy Nim. Wiemy, gdzie się urodził. Widzieliśmy kołyskę, w której Go kołysano. Jak może mówić coś takiego? To twarda mowa!
Biblia mówi: „Od tej chwili wielu uczniów jego zawróciło i już z nim nie chodziło” (w. 66). Pozostało przy Nim dwunastu. On powiedział:
– „Czy nie dwunastu was wybrałem? Ale jeden z was jest diabłem” (w. 70).
On zwrócił się do nich. Nie było tam nikogo, kto mógłby wyjaśnić to, co On właśnie powiedział. Jak mogli jeść Jego ciało i pić Jego krew? Jak mógł On skądkolwiek zstąpić, skoro narodził się przecież tutaj na ziemi? Oni nie potrafili tego zrozumieć. Wtedy On zwrócił się do apostołów i zapytał:
– „Czy i wy chcecie odejść?” (w. 67).
Wtedy apostoł Piotr wypowiedział te potężne słowa:
– „Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali” (w. 68), że Ty i tylko Ty masz Słowo życia w tej godzinie. To nas zadowala.
Nie potrafili tego wyjaśnić. Nie możecie wyjaśnić wiary. To po prostu coś, czemu wierzycie. I to jest tak pewne, że nic nie może tego zastąpić. Oni wiedzieli, że On wypełnił dokładnie pisane Słowo na czas, w którym żyli, na czas Mesjasza. On mu dokładnie odpowiadał. Cóż mogli zrobić poza tym? Nie mogli wrócić do tych zimnych, formalnych kościołów, z których wyszli, dlatego powiedzieli:
– „Do kogo pójdziemy? Jesteśmy przecież zupełnie przekonani, iż masz Słowo żywota”.
Wprawdzie nie potrafili tego wyjaśnić, ale wierzyli temu. Jezus powiedział to, by dokonać selekcji wśród Swoich naśladowców, by pozostali tylko ci Jego. Z tych wszystkich ludzi tylko jedenastu rozumiało tak naprawdę, kim On był. Oni wiedzieli, że był Bogiem, że był nim całkowicie.
Moim tematem dziś rano jest objawienie, wzgl. odsłonięcie tego Boga.
Bóg skrywał się zawsze, we wszystkich czasach za zasłoną. Mimo to przez cały ten czas był Bogiem. Skrywał się przed światem, a objawiał się Swoim wybranym, jak wówczas apostołom. To Bóg przemawiał przez Chrystusa.
Człowiek zawsze pragnął zobaczyć Boga w ciele. To leży w ludzkiej naturze. Już zawsze człowiek pragnął Go zobaczyć. Dlatego też tworzył według własnej wyobraźni obrazy, które miały Go przedstawiać. Hindusi oddają cześć słońcu. W Afryce znajdujemy przeróżne zwierzęta jako symbole Boga. Na Alasce tę rolę pełnią totemy. Wyobrażano sobie Boga w przeróżny sposób. Paweł mówił o tym raz w Atenach na Wzgórzu Aresa. Powiedział im, iż są zabobonni, jeśli chodzi o ich oddawanie czci „nieznanemu Bogu” (Dz. Ap. 17, 22-34), o którym wiedzieli, że istnieje, którego jednak nie znali.
Tak było wówczas z Jobem. Job wiedział, że istnieje Bóg. Wiedział o tym. Również każdy człowiek o zdrowych zmysłach wie, że gdzieś musi istnieć coś w tym rodzaju. Job chciał z Nim porozmawiać. Bóg zakrył się, gdy rozmawiał z Jobem. Chciałbym, byście zwrócili uwagę na postać, którą wybrał Bóg, by porozmawiać z Jobem. Bóg ukrył się w burzy i z tej burzy mówił do Joba. Czy wierzycie, że Bóg wciąż jeszcze przychodzi w wichrze, by się odkryć?
Siedzi tutaj kilku mężczyzn, którzy byli u nas tego dnia, gdy On zstąpił w wichrze. Brat Banks Wood i inni byli przy tym, gdy poprzedniego dnia nakazał:
– Weź ten odłamek skalny, rzuć go w powietrze i powiedz: „Tak mówi Pan: Doświadczycie tego niezwłocznie”.
Tam na szczycie góry, gdzie stałem, podniosłem ten kawałek skały i rzuciłem go w powietrze. Z ruchu powietrza, wywołanego przez ten kamień, gdy spadał, powstała ta trąba powietrzna.
Trzeba coś zrobić, by coś się zaczęło. Jezus wziął kawałek chleba, złamał go a następnie pomnożył. Kazał napełnić stągwie wodą. Elizeusz kazał napełnić miskę solą, potem przyciął kawałek drewna i wrzucił je do wody. To jest symboliczne działanie. To samo było, gdy podniosłem ten odłamek skalny i rzuciłem go w powietrze. Spadając, wywołał trąbę powietrzną.
Następnego dnia był u mnie kaznodzieja, który był z nami na polowaniu. On zapytał:
– Czy Pan daje ci wizje także poza domem, bracie Branham?
– Tak, lecz zwykle przychodzę tutaj, by wypocząć.
I właśnie wtedy zaczęła się wizja!
Brat Borders, który jest chyba właśnie poza domem, był tam, był tam również brat Banks Wood i kilku innych. Było ich około ośmiu czy dziesięciu. Brat Banks Wood wypatrywał tego na górze. To było miejsce oddalone o około pół mili od tego, gdzie zjawiło się siedmiu aniołów. Właśnie dlatego przeprowadziłem się stąd tam, a potem znowu wróciłem i głosiłem na temat siedmiu pieczęci. To było pół mili od tego miejsca. Powiedziałem do tego brata:
– Twoim problemem jest alergia, umiejscowiona w oku. Lekarze od kilku lat próbują ją usunąć, ale bez powodzenia. Mówią, że stracisz oko. Jednak nie martw się, Pan Jezus wynagrodzi twoją wiarę.
On upuścił po prostu swoją strzelbę. Kontynuowałem, opowiedziałem mu o jego matce, o tym, co z nią było i co jej dolegało. On potwierdził:
– To prawda.
Brat Roy Roberson z tego zboru stał nie opodal. Przypuszczam, że wszyscy go znacie. Ponieważ wiedziałem, że jest weteranem, i wiedziałem, co się stanie, położyłem rękę na jego ramię i powiedziałem:
– Bracie Roberson, uważaj. Uważaj, coś zaczyna się dziać.
Poszedłem tam, gdzie miałem stać i z jasnego nieba z góry wąwozem zstąpiła ta trąba powietrzna. Była tak potężna, że porwała ze sobą ze szczytu góry odłamki skalne o średnicy około 20 cm, które zatrzymywały się dopiero 200 m dalej w dole. Potem zagrzmiało trzykrotnie i rozległ się głos.
Ci mężczyźni byli znowu wszyscy razem. Brat Banks Wood, który też był znowu z nimi, przyszedł na górę i zapytał:
– Czy to było to, o czym mówiłeś mi wczoraj wieczorem?
– Tak jest, to było to.
– I co zostało powiedziane?
– To jest przeznaczone tylko dla mnie, bracie Banks, ponieważ ludzi by to przeraziło.
Ten wicher przemieszczał się dalej na północ i kilka dni później trafił w ocean. Widzieliście wszyscy, co stało się niedaleko Fairbanks. To był znak sądu. Gdyby ludzie o tym wiedzieli, wpadliby w panikę. Ale to musiało się stać. To się po prostu musi stać. To, co musi się stać, dzieje się nieuchronnie.
Mojżesz chciał raz zobaczyć Boga i Bóg przykazał mu stanąć na skale. Gdy Mojżesz stał na skale, widział przechodzącego Boga, a Jego plecy były plecami mężczyzny. Bóg był w wichrze.
Przypuszczam, że wszyscy widzieliście zdjęcie, na którym staliśmy przy tej samej skale. Tam było światło, anioł Pański. To było dokładnie tam, gdzie rozległy się te grzmoty. To zdjęcie wisi znowu na czarnej tablicy.
Zwróćcie uwagę, że Jehowa Starego Testamentu to Jezus Nowego Testamentu. On jest tym samym Bogiem, zmieniła się tylko Jego postać.
Pewnego dnia kaznodzieja baptystyczny powiedział do mnie w Tucson:
– Jak możesz mówić, że Jezus i Bóg to ta sama osoba?
– To bardzo proste, jeżeli tylko odłożysz na bok własny sposób myślenia i pomyślisz w sposób biblijny. Oni są tą samą istotą. Bóg jest duchem, a Jezus jest ciałem, którym On był otoczony. To jest tak jak u mnie w domu. Jestem mężem mojej żony. Mam młodą córkę, Rebekę. Jestem jej ojcem. Mam także wnuka. On nazywa się Paul. Jestem jego dziadkiem. Jestem mężem, ojcem i dziadkiem. Moja żona nie ma do mnie prawa jako do ojca i dziadka. Ma do mnie prawo tylko jako do męża. Moja córka nie ma do mnie prawa jako do męża lub dziadka. Ona jest moim dzieckiem. Mimo to wszystkie trzy określenia dotyczą tej samej osoby.
Tak jest z Bogiem. Ojciec, Syn i Duch Święty to tylko różne określenia w różnych okresach. Bóg pozostaje ten sam, ale zmienia Swoją postać.
Zwróćcie uwagę, w Liście do Filipian czytamy: „… który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom…”.
Greckie słowo, użyte tutaj w związku z postacią, to en morphe. Wczoraj spędziłem cały dzień na dociekaniu, jak je można wyjaśnić i co to en morphe w greckim tak naprawdę znaczy. Pisze się to e-n m-o-r-p-h-e. Literuję to po to, żeby uczeni, którzy wysłuchają później tej kasety, wiedzieli, co mam na myśli, nawet jeśli nie wypowiadam tego, jak należy. To greckie słowo oznacza, iż coś, czego nie można było widzieć, choć to istniało, stało się widoczne dla oka.
To jest podobnie jak z Elizeuszem, gdy był w Dotanie. Jego sługa nie mógł zobaczyć aniołów, którzy ich otaczali. Wtedy Bóg wprowadził zmianę. Nie posłał aniołów, bo oni już tam byli, ale zmienił sposób patrzenia sługi. Nagle góry wokół proroka były wypełnione aniołami, ognistymi rumakami i wozami wojennymi. On zmienił tylko jego sposób patrzenia. Te rzeczy już przedtem tam były.
Chcę przez to powiedzieć, że Bóg, który istniał już zawsze, jest teraz tutaj. Stając się człowiekiem, uczynił tylko jedną jedyną rzecz, mianowicie zmienił Swój wygląd. To oznacza en morphe: On zmienił Swoją postać, przemienił się z tego, czym był, w to, czym jest.
To jest tak jak w pewnej sztuce, o której już mówiłem. Szekspir, który dawno temu napisał dla angielskiego króla tragedię pt. „Makbet”, nie wierzył w czarownice. Wierzył za to król, dlatego Szekspir musiał włączyć je do swojej sztuki. Zmienił role.
Moja córka Rebeka brała udział w szkole, którą niedawno skończyła, w wystawianiu sztuki pt. „Carmen”. Jeden aktor musiał odgrywać trzy lub cztery role. By to zrobić, zmieniał swój wygląd. Raz występował jako taka osoba, następny raz jako ktoś inny. Mimo to za każdym razem był to ten sam człowiek.
To samo jest z Bogiem. On zmienił się ze słupa ognia w mężczyznę. Stał się człowiekiem. Potem zmienił się na powrót w Ducha, by mógł zamieszkać w ludziach i przez nich wyrazić, czym naprawdę jest. Jezus Chrystus był Bogiem, który mieszkał i działał w człowieku. W mężczyźnie, w jednym mężczyźnie. Tym był Jezus. Bóg zmienił się ze słupa ognia, który był otoczką i skrywał Go na pustyni przed ludem izraelskim. Mojżesz zobaczył wprawdzie Jego postać, lecz w rzeczywistości cały czas był skryty za słupem ognia, Logos, Słowo, które wyszło od Boga.
Od czasu Zielonych Świąt Bóg nie działa już tylko w ludziach, lecz także przez nich. Wówczas działał w jednym mężczyźnie, w Jezusie. Teraz działa przez ludzi, których wybrał w tym celu. Bóg w ludzkiej postaci. On zmienił postać Boga na postać człowieka.
Przyszedł w trzech imionach, w trzech imionach Syna. Przyszedł jako Syn Człowieczy, jako Syn Dawida i jako Syn Boży. Trzy imiona Syna.
Najpierw przyszedł jako Syn Człowieczy, ponieważ był prorokiem. Sam Jehowa zapytał Ezechiela i innych proroków:
– „Synu człowieczy, czy widzisz…?” (Ezech. 8 i in.).
Jezus nigdy nie wskazywał na siebie samego jako na Syna Bożego, lecz mówił o sobie jako o Synu Człowieczym, ponieważ Pismo nie może być naruszone. Żadne miejsce Pisma nie może zostać naruszone. Każde Słowo musi pozostać takie, jakie jest. Tak temu wierzę i tak musi też być. Nie dlatego, że ja temu tak wierzę, lecz dlatego, iż jest to Słowo Boże.
Jak możecie stwierdzić już na początku Biblii, w 1. Mojż., wszelka choroba, wszelkie cierpienie, każdy ból i wszystko, co kiedykolwiek spotkało człowieka, wzięło się stąd, że jedna osoba poddała w wątpliwość jedno Słowo. Taka była przyczyna tego wszystkiego. To było na początku Biblii. W ostatniej części Biblii, w Objawieniu 22, ten sam Bóg ostrzega nas przed dodawaniem do Słowa bądź ujmowaniem z niego czegokolwiek. Ono musi pozostać słowo w słowo takie, jak jest napisane.
Weźmy tylko jedną drobnostkę, z powodu której jestem nieustannie atakowany, mianowicie z powodu kobiet, które obcinają włosy. Dopóki kobieta to robi, może zachowywać się tak pobożnie, jak to tylko możliwe, i mieć tyle poznania, ile tylko zechce, a mimo to jest nie w porządku. Jeśli nosi szorty lub inne niemoralne ubrania, nie ma znaczenia, co robi poza tym, jak dobrze potrafi śpiewać i głosić lub jakie życie prowadzi. Przekroczyła jedno Słowo! Widzicie, ważne jest każde Słowo. Nie tylko każde zdanie, lecz każde pojedyncze słowo. Biblia nie zezwala na własną interpretację. To musi być słowo w słowo takie, jak jest napisane.
Musimy temu wierzyć, i nie tylko wierzyć, lecz musimy wprowadzic to w czyn w naszym życiu. Jeśli nie żyjemy według tego, to temu również nie wierzymy, tylko twierdzimy, że wierzymy.
Chcę teraz wrócić do mojego punktu wyjścia.
Uczniowie nie potrafili tego wyjaśnić, lecz wierzyli mimo to. Złożyli swoje świadectwo i żyli według tego. Gdy wszyscy inni odwrócili się, oni nadal się tego trzymali. Wierzyli temu! To samo czynimy i my. To musicie robić i wy. Bez względu na to, co robi ktoś inny, my wierzymy temu i postępujemy według tego. Jeśli nie kierujecie się tym w życiu, nie wierzycie temu też.
Gdy Jezus przyszedł wówczas, musiał przyjść jako Syn Człowieczy, ponieważ tak mówiło Pismo Święte, mianowicie iż Bóg wzbudzi im proroka. Dlatego nie mógł wystąpić i nazwać się Synem Bożym, ponieważ nie był to jeszcze ten czas. On był Synem Człowieczym, który prorokował, który wypełnił wszystkie te rzeczy, które miały nastąpić zgodnie z odnoszącymi się do nich symbolami, i który objawił im, kim był. Gdy chodził wówczas po ziemi, był Synem Człowieczym.
Nie podniósł nawet głowy, gdy owa kananejska kobieta podbiegła do Niego i zawołała:
– „Zmiłuj się nade mną, Panie, Synu Dawida!” (Mat. 15, 22).
Ona nie miała do Niego prawa jako do Syna Dawida, ponieważ pochodziła z pogan. Tak samo moja córka nie ma do mnie prawa jako do męża albo moja żona jako do ojca. Mimo to moja żona jest dla mnie żoną i córką, bo jest moją córką we wierze. Jednak, patrząc po ludzku, nie ma prawa nazywać mnie swoim ojcem. Ta pogańska kobieta nie miała prawa do Jezusa jako do Syna Dawida. Lecz ślepy Bartymeusz miał takie prawo, ponieważ był Żydem. Wówczas przyszedł On jako Syn Człowieczy.
Musicie wiedzieć, jak macie używać słów i rzeczy. Przypomnijcie sobie Hattie Wright swego czasu. Chodzi o trzecią służbę. Przypominacie sobie. Owa kobieta powiedziała dokładnie to właściwe. Musicie wypowiedzieć właściwe słowo, musicie powiedzieć do Boga to właściwe.
On przyszedł najpierw jako prorok i ukrzyżowano Go. Ukrzyżował Go Jego własny naród. Wówczas przyszedł jako Syn Człowieczy.
Gdy przyszedł Duch Święty, był On Synem Bożym, ponieważ Bóg jest duchem. On był Duchem Świętym, Synem Bożym. Pozostał nim przez wszystkie okresy zboru.
W Tysiącletnim Królestwie będzie Synem Dawida, który będzie siedział na tronie swojego ojca, Dawida. On jest przecież Synem Dawida.
Przypominacie sobie, iż jako Syn Boży jest pokazywany w okresie laodycejskim poza zborem. U Łukasza powiedział, iż znowu objawi się jako Syn Człowieczy, jako prorok, który wypełni to, co ma się jeszcze wypełnić. Te miejsca Pisma zgadzają się doskonale. Syn Człowieczy, Syn Boży, Syn Dawida. Co to było? To był wciąż ten sam Bóg, tylko w różnej postaci – en morphe. To potężne dzieło, które On urzeczywistnia.
Przyszedł jako Syn Człowieczy, jako prorok, i czynił dokładnie to, co powinien był czynić. Rozpoznała Go nawet ta tak pogrążona w całym tym swoim grzechu kobieta u studni, która powiedziała:
– „Wiem, że przyjdzie Mesjasz (to znaczy Chrystus); gdy On przyjdzie, wszystko nam oznajmi” (Jan 4, 25).
Ona Go poznała, ponieważ była przeznaczonym nasieniem. Inni nie poznali Go, ponieważ nie mieli w sobie niczego, czym byliby w stanie Go rozpoznać. Od początku byli pogrążeni w grzechu.
By ziścić Swój zamiar, musi zmienić Swoją postać. Wówczas wystąpił jako Syn Człowieczy. Po okresie reformatorów, Lutra, Wesley’a itd., wszystko sfałszowano tak, jak zrobili to wówczas Izraelici. Doprowadziło to do tego, że w okresie zielonoświątkowców odrzucili Go, gdy zjawił się jako Duch Święty. Uczynili to samo co Izrael wówczas. Co On czyni teraz? On przychodzi znowu jako Syn Człowieczy. Potem jako Syn Dawida. Widzicie, jak blisko tego jesteśmy? Syn Człowieczy, Syn Dawida, Syn Boży. On objawił się w dniach ostatecznych zgodnie z Mal. 3, ostatnia część, i innymi proroctwami, które dotyczą tej godziny, jako Syn Człowieczy. Po tym, jak Go wyrzucono, nie zajmuje się już zborem/Kościołem. Teraz stoi na zewnątrz i puka do drzwi, ponieważ w środku znajduje się jeszcze przeznaczone nasienie, które musi wywołać.
Bóg wylał się w ludzi. U Joela 3, 1 powiedział o dniach ostatecznych:
– „A potem wyleję mojego Ducha na wszelkie ciało…”.
Musicie dokładnie popatrzeć na to Słowo. W języku angielskim mamy czasem do czynienia z podwójnym znaczeniem. Tak jest także, gdy mówimy o „Bogu”: „Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię” (1. Mojż. 1, 1), ale w rzeczywistości to miejsce Pisma brzmi: „Na początku stworzył Elohim…”. Angielskie słowo odpowiadające pojęciu Elohim to Bóg. W rzeczywistości nie jest to jednak poprawne, ponieważ bogiem może być wszystko możliwe. Możecie z jakiegoś idola zrobić swojego boga. Fortepian możecie zrobić swoim bogiem. Ze wszystkiego możecie zrobić sobie boga.
Jednak tak nie jest ze słowem Elohim. Ono oznacza istniejący sam w sobie. Fortepian nie może istnieć sam w sobie. Nie istnieje nic innego, co mogłoby istnieć samo w sobie. Słowo Elohim zawiera także znaczenie istniejący wiecznie. Bóg może być wszystkim. Czy widzicie tę różnicę?
Gdy czytamy tutaj, że On wylał Swego Ducha, to zgodnie ze znaczeniem naszych słów mamy na myśli, iż coś innego z Niego wyszło. Jednak greckie słowo kenos nie oznacza, iż On coś oddał, iż oddał komuś innemu Swoje ramię albo Swoje oko. To słowo oznacza, iż On się przemienił, iż wylał się w inną postać, w inną powłokę. Ono nie oznacza, że wyszła z niego inna osoba o imieniu Duch Święty, lecz że był to On sam. Amen! Czy pojęliście to? On sam wylał się w ludzi. Chrystus w was! Jak cudownie, jak wspaniale, gdy można zrozumieć, iż Bóg sam wylewa się w ludzi, w wierzących! Czynienie tego było częścią Jego planu. W człowieku Jezusie Chrystusie była pełnia boskości. „Gdyż w nim mieszka cieleśnie cała pełnia boskości” (Kol. 2, 9). On był Bogiem, jedynym Bogiem. Był nie trzecią, drugą czy też pierwszą osobą, lecz tą osobą – Bogiem ukrytym w ludzkim ciele.
1. Tym. 3, 16: „Bo bezsprzecznie wielka jest tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele…”. Bóg – Elohim. Słowo Bóg odpowiada w Biblii zawsze pierwotnie znajdującemu się tam pojęciu Elohim. „Na początku stworzył Elohim…”. „Bo bezsprzecznie wielka jest tajemnica Elohima: Ten, który objawił się w ciele…”. „… i ujrzeliśmy chwałę jego…” (Jan 1, 14b).
Elohim ukryty w ludzkim ciele. Wielki Jehowa, który wypełnia przestrzeń, czas i wszystko, stał się ciałem i dotykaliśmy Go. „Na początku był Elohim, a Elohim ciałem się stał i zamieszkał wśród nas…” (Jan 1, 1a + 14a).
Tak On to sobie zaplanował. Objawienie się nam jako różne osoby to część jego planu, który urzeczywistnia. My jesteśmy śmiertelni. On o tym wie. Nasz rozum i nasza wiedza są ograniczone. Nasza wiedza sięga tylko tak daleko, na ile pozwalają jej nasze zmysły. Resztę musimy przyjmować we wierze. Musimy wierzyć, iż istnieje Bóg. Czy Go widzimy, czy też nie, mimo to wierzymy. Czy coś jest albo tego nie ma, wierzymy mimo to, jeśli tak powiedział Bóg.
Także Abraham nie mógł widzieć obiecanego syna, nie było u Sary żadnych oznak ciąży, nawet nie odnowiła się jej menstruacja. Jednak Bóg to powiedział. Wszelka nadzieja przeminęła. Jej łono było obumarłe. Życiodajny strumień Abrahama wysechł, tak jak zgasła jej płodność. Mimo to Abraham nie wątpił w Bożą obietnicę, nie poddał się niewierze, lecz był mocny we wierze i oddał cześć Bogu, ponieważ wiedział, iż Bóg był w stanie wypełnić wszystko, co obiecał. Tak samo my musimy wierzyć dziś Słowu. Jak ma się to stać? Nie wiem, ale Bóg powiedział, że tak będzie. To wystarczy.
Kim jest ta wielka, niewidzialna osoba? Kto ukazywał się Abrahamowi w wizjach? Zupełnie na koniec, tuż przed spełnieniem się odbietnicy o synu, odwiedził Abrahama sam Bóg w postaci mężczyzny. Na końcu Abraham widział Go w świetle. Widział Go w wizjach. Słyszał jego głos i otrzymał wiele objawień. Jednak tuż przed nadejściem obiecanego syna zobaczył Go w postaci mężczyzny, z którym prowadził rozmowę i którego podjął jedzeniem i piciem. Zwróćcie uwagę: sam Bóg ukrył się w ludzkim ciele!
To była część Jego planu. W ten sposób objawia się nam On, tak obwieszcza się wieczne Słowo: Bóg, Jehowa, stał się ciałem. Tak jest napisane u Jana 1, 1: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo”. Na początku był Elohim i Elohim stał się Słowem, a Słowo było Elohimem. A Elohim stał się Słowem. Patrzcie, to jest to samo. Teraz tylko się rozwija.
To samo jest z cechami, które są w Bogu. Cecha jest waszą myślą. Na początku Wieczny nie był nawet Bogiem. Był Wiecznym. Nie był jeszcze Bogiem, ponieważ Bóg to przedmiot czci, uwielbienia. Tym jeszcze nie był. Był Elohimem, Wiecznym. Jednak w nim były myśli. On chciał przybrać postać. Cóż więc uczynił? Wypowiedział Słowo i Słowo przybrało postać. Tak przebiega to od 1. Mojż. aż po Objawienie. Tam nigdzie nie ma błędu. Elohim przybiera postać, tak iż można Go dotknąć i dostrzec. W Tysiącletnim Królestwie będzie Elohimem siedzącym na tronie, otoczonym przez wszystkich tych Swoich, których przeznaczył przed założeniem świata.
To przypomina mi mężczyznę, który odlewa dzwony. Każdy dzwon musi brzmieć inaczej. Dlatego bierze wprawdzie zawsze ten sam materiał, ale by każdemu dzwonowi nadać jego własny ton, zmienia za każdym razem skład stali, miedzi, cyny itd.
To samo uczynił także Bóg. Dodał to i owo, to i tamto i jeszcze coś innego, aż otrzymał dokładnie to, co zamierzał. Tak było także, gdy zstąpił osobiście. W czasie proroków ukrywał się w słupie ognia, a potem w Synu Bożym, który był przecież Bogiem. On jest tym samym Bogiem, który coraz doskonalej przybierał postać. To przechodziło z chwały w chwałę. Tak samo jest też ze zborem.
W ten sam sposób objawiał się w przeciągu całego czasu przez Swych proroków. Oni nie byli tylko prorokami, byli bogami. Tak On powiedział. Byli nimi, ponieważ to, co wypowiadali, było Słowem Bożym. Byli ciałem, w którym był ukryty Bóg. Jezus powiedział:
– „Jeśli nazwał bogami tych, których doszło słowo Boże (a Pismo nie może być naruszone), do mnie, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, wy mówicie: Bluźnisz, dlatego, że powiedziałem: Jestem Synem Bożym?” (Jan 10, 35-36).
Bóg przybrał więc postać w mężczyźnie, który był nazywany prorokiem. Gdy dochodziło tego mężczyznę Słowo Pana, nie był to już prorok – prorok był tylko powłoką – lecz Słowo, będące Bogiem. Słowo ludzkie niczego by nie wskórało. Czy widzicie, co mam na myśli? Ono nie potrafi sprawić czegoś takiego.
Częściowo był to Bóg. On był Słowem Bożym w postaci człowieka, mężczyzny. On nigdy nie zmieniał swej istoty, tylko sw
 posta
. U Hebr. 13, 8 czytamy, że On jest wczoraj, dzisiaj i na wieki ten sam. Przychodząc, nigdy nie zmieniał Swojej istoty. Zawsze był prorokiem, we wszystkich okresach. On jest zawsze tym samym: Słowem, Słowem, Słowem. Jego istota się nie zmienia. Zmienia się tylko Jego postać. U Hebr. 13, 8 czytamy: „Wczoraj i dziś, ten sam i na wieki”. On zmieniał tylko Swój wygląd, w jakim się zjawiał.
Gdy przyszło na świat moje dziecko, stałem się z męża ojcem. Odkąd narodził się mój wnuk, jestem dziadkiem. Ale się nie zmieniłem, wciąż jeszcze jestem ten sam. Tak samo jest z Bogiem. Natura zmienia nas, tak iż młody mężczyzna staje się mężczyzną w średnim wieku, a ten z kolei staje się starym mężczyzną. Tak to już jest. Zmienia się tylko wasz wygląd.
O szesnastoletnim, młodym chłopaku nie moglibyście powiedzieć, że jest dziadkiem. Nie może nim jeszcze być, najpierw musi się zmienić jego wygląd. To dzieje się w przeciągu mijających lat. I wtedy staje się dziadkiem. Czy rozumiecie, co mam na myśli?
Tak jak ten chłopak cały czas pozostaje tą samą osobą, tak i Bóg pozostaje zawsze ten sam. W ten sposób Bóg objawia się Swojemu ludowi. Objawiał się mu w całym okresie słupa ognistego. Objawił się mu w czasie Jezusa. W okresie Ducha Świętego objawia się jako Syn Boży, potem jako Syn Dawida. Zawsze objawiał się Swemu ludowi w ten sposób, by ludzie Go rozpoznali. Nawet jeśli krył się za czymś, pozostawał zawsze ten sam.

Tartalom 1 2 3 4